Brazylia – Paracuru Grudzień 2008

•luty 18, 2009 • Skomentuj

Wyjazd do Brazylii planowaliśmy już od 2 lat – za każdym razem jednak lecieliśmy filmować w inny rejon świata. Tym razem bilety zostały kupione już w sierpniu więc decyzja zapadła i 20 listopada wsiedliśmy do samolotu aby spędzić w Brasil miesiąc czasu. Razem z nami poleciał Lukasz Koński ze szkoły Board and Kite i Ewa Silska. W takim składzie mieszkaliśmy przez miesiąc w miasteczku Paracuru. Zdjęcia były robione przez Lukasza, Ewkę, Mlecznego, Wuja, Paulinę i mnie, dlatego jeśli chcecie znać autora konkretnego zdjęcia to piszcie na maila. Adres w dziale “O nas”.

Na wyjazd tradycyjnie zabraliśmy sprzęt filmowy i kręciliśmy kolejny materiał. Jednym z ważniejszych zadań było dogranie ujęć dla Blade Kites, z którym byliśmy ostatnio na Cyprze.

 

To nasza Pousada w której mieszkaliśmy razem z jej opiekunem Piotrem Sycem. W całym Paracuru nie znajdziecie lepszego miejsca, chillout o każdej godzinie.


A to Sycu i Tsunami – nasze równie urocze co oślinione zwierze domowe. Sycu prowadzi w Paracuru bazę kitesurfingową Vento Brasil na plaży w Quebra Mar. Najlepsze miejsce na kite w tej części Brazylii – są fale, jest płaska woda, nie ma rafy i do tego wieje równo, a o miejsce na wodzie nie trzeba rozpychać się łokciami.


Paracuru leży około 120 km od Fortalezy (lotnisko międzynarodowe) i jest dość osobliwym miasteczkiem. Życie w Paracuru zaczyna się rano około 6 i trwa do 10, po czym zamiera aż do zachodu słońca.

Papaje czekają na kupców

Poranki to prawdziwa orkiestra symfoniczna straganiarzy, sklepikarzy i handlarzy wszystkiego tego, co człowiekowi w tropiku niezbędne. Sznurek, sznurek z krabami, ryby z taczki, mięso z haka, kozy, owoce wszelkiej maści, klapki i kanapki – wszystko to rano dobiera się do klientów z każdej strony.

Świeże mięsko z rana
A to mięsko wieczorne

Handel żywym towarem – kurczaki, a niżej szczeniaki i króliki.

Targ zwierzęcy na skrzyżowaniu ulic przy szkole

Koza fajna, tylko pewnie śniegu nie lubi…

Krab-Man

A tak co dzień rano lodowe bloki z fabryki lodu wędrują do ryb na targowisku.

Po godzine 10 miasteczko zamiera i ulice pustoszeją. Na zdjęciu typowa firma w garażu przy domu.

I tak aby do wieczora.

Kotek też na coś czeka

Łódki czekają na jutrzejsze wyjście w morze

A banany wiszą i dojrzewają bo i tak nie mają do roboty nic innego

Tylko na plaży siostra zakopuje malucha w piasku i zabawa trwa w najlepsze.

Życie w Paracuru z punktu widzenia zasiedziałego turysty, który próbuje wczuć się w klimat miasteczka płynie powoli i spokojnie. Gorący klimat sprzyja luzowaniu się, bo słońce w ciągu dnia wysysa ze zbyt aktywnego człowieka całą energie którą powinien zatrzymać na wieczór – w końcu po zachodzie słońca otwierają się wszystkie knajpki i jadłodalnie, a rynek wypełnia się tłumem, który zmierza do zakończenia dnia powoli, w rytmie siorbania Caipirinhy z lodem przez cienką słomkę. I tylko nietoperze są pobudzone, bo one właśnie zaczynają swój nocny dzień śniadaniem z owadów które nie zauważyły, że dzień już się skończył i trzeba było pójść spać.

I tak dzień za dniem od 6 do 23, bo rano na surfing.