Brazylia – Surfing w Paracuru 2008

•Sierpień 18, 2009 • Dodaj komentarz

Surfing stał się głównym tematem tego wyjazdu. Chłopaki surfowali rano i wieczorem, wieczorem i rano. Spot na palikach był ich ulubionym miejscem. Zdjęcia robili Paulina Ziółkowska i Wuju. (Pozdrawiamy was).

Po porannym surfingu.

Lokalesi i Koń w wodzie.

Misiek na longboardzie wieczorem.

Kolejny małoletni lokales.

Konik.

Ziółka.

Mleczny wbija się na fale

A to nasz znajomy lokales Fabilio, jeden z lepszych surferów w Paracuru.

I na koniec Koniu.

Brazylia – Wycieczka na północ 2008

•Sierpień 18, 2009 • Dodaj komentarz

Po mniej więcej 2ch tygodnia pobytu w Paracuru i okolicach postanowiliśmy ruszyć się na wycieczkę. Wynajęliśmy dwa super samochody, które idealnie nadawały się w trudny brazylijski teren, czyli małe Chevrolety i po trudach zapakowania się w te super fury wreszcie ruszyliśmy na północ. Skład każdego samochodu był 4 osobowy.

Brazylijskie drogi do najłatwiejszych nie należą, ponieważ nigdy nie wiadomo co wyskoczy (dosłownie) za zakrętem. Odległości między jednym a drugim miastem take bywają nie małe, więc człowiek jest zdany sam na siebie i swoją pomysłowość w razie jakich przygód.

DSC_0613


W Brazylii mieszkańcu podróżują w taki sposób.


A to Guajiru – wiosna gdzie nasz przyjaciel Marchewa ma piękny dom.


Wiata


Palmiasta uliczka w Guajiru


A to już plaża w tej wiosce – trzeba przyznać, że malownicza.


Najbliższe większe miasteczko od Guajiru oddalone jest około 10 km. Są knajpki, jest też kościółek. Nie omieszkaliśmy sobie zrobić pod nim zdjęcia.


Wuju – Autor sporej ilości zdjęć z Brazylii jakie możecie zobaczyć w tym blogu. Tu na zdjęciu przed posiadłością Marchewy.


Basen nad brzegiem morza w Gujiru.


Piękny bilboard. 


Mozaika w Mundao

A to już kolejne miejsce Ilha de Guajiru – Ecological Paradise. Bardzo rozreklamowane, ale typowo niemieckie no i jedzenie w bazie wręcz tragiczne! Na szczęście kilkaset metrów dalej we wiosce można już zjeść normalnie, w normalnych cenach. Generalnie ni jak się to miejsce ma do Paracuru. Można się tu zatrzymać co najwyżej na jeden dzień.  


No jak już byliśmy to i grupowe zdjęcie się zrobiło. 


Sklep meblowy.

Zachód słońca nad podmokłym terenem. 


A tu Mleczny i przygoda się zaczyna. Jesteśmy już wyprowadzeni przez przewodnika na plaże (jakieś 15 km po kompletnych bezdrożach), teraz mamy do przejechania tylko kolejnych 15 km po piachu. Pora spuścić powietrze z kół naszych super Chevroletów i na kapciach, w nocy przez Brazylię jedziemy dalej do Jericoacoary. 


Plaża w Jeri to ponoć jeden z cudów świata. Może trochę. 


Sprzedaż rybek prosto z łódki, a nie jakieś przereklamowane giełdy rybne. 


Smokie w innym wymiarze :)  


Geologiczna ciekawostka, nie wiem co to za skały, ale ładne były. 


Ekipa z drugiego samochodu czeka na nas i się nie nudzi. 


A to właśnie my się tu smażymy i idziemy zobaczyć kolejny brazylijski cud świata.


Ci przy samochodach nadal się nie nudzą.


Ech…


Tak, to jest właśnie ten cud świata do którego szliśmy.


Cud świata zobaczony :) Nie byl tego wart :P A teraz mamy nowego przewodnika złapanego w Jeri i jedziemy dalej, a raczej płyniemy dalej na tratwie.


Potem znowu piach (i tak w sumie przeszło 700 km robiliśmy w jedną stronę na tej wycieczce).


W drodze do rzeki parnaiby przypadkowo znaleźliśmy się w takiej oto miejscowości, gdzie z pod pichu wystawało to. To to prawdopodobnie fragment tarczy archaicznej platformy brazylijskiej. Piękna sprawa, kryształy po 3 cm duże. Na szczycie jednej z takich górek było sanktuarium. 


Ewcia i Koniu.


Między tymi kamieniami była sobie kałuża wody i chłopaki stwierdzili, że mimo syfu jaki w tej wodzie pływa muszą trochę popływać na kite. W końcu sceneria niesamowita !!!! 


Jakoś z Ewą udało nam się wreszcie ich wystartować.


Planeta Małp.


W 10 minut chyba wszystkie dzieciaki z okolicy były nad kałużą. W końcu do morza mamy jakieś 60 km! Podejrzewam, że większość z nich kita widziała pierwszy raz. 


Dymy z wypalanych traw. 


Niedaleko tej rzeczki przekroczyliśmy granicę naszego stanu Ceara. 

9
Idzie sobie. Nie pierwsza z resztą.


No i kolejny spot kajtowy, gdzie dzięki wspaniałej znajomości Portugalskiego Wuju zamówił całkiem przypadkiem 3 wielkkkie ryby.


I wreszcie jest! Nasza rzeka w dżungli. Tylko gdzie te zwierzęta? W sumie to były dwa różowe ptaki, 3 mikro pająki na łódce i dwa warany czy legwany na drzewie. I po za tym z 5, a może więcej godzin bujania się powolną barką po rzece. 


Wuju Surfista.


Lasy namorzynowe, piękna sprawa. 


To ja. 


A to Wuju cały szczęśliwy w Lagoa Grande, że na drugim brzegu taaaam daleko w tle na zdjęciu nie zjadły go piranie, bo wziął sobie za mały latawiec i trochę kilometrów go zwiało. Na szczęcie Moto taxi ruszył do akcji ratunkowej i przywiózł Wuja z tej dżungli. 


Niedaleko Lagoa Grande znaleźliśmy fajną Pousadę. Konik właśnie bada co będzie na kolację. Jedzenie jakie tu dostaliśmy było tak dobre, że w życiu chyba bardziej się nie najadłam. Wygryźliśmy i wylizaliśmy wszystko co było na stole. 


Piotrek postanowił spać w ekonomicznej wersji – w hamaku baleronie (bo z siatki).


Znowu przeprawa, tym razem trochę większą tratwą. 


Wuju On-line.


Błogie znużenie super wycieczką po rzece :P


Nuuuuda dalej.


Drzewka namorzynowe to jedyna atrakcja jaka podczas rejsu nam się trafiła. 

W sumie gdybyśmy nie pojechali na tą wyprawę, to na pewno nie było by tak fajnie :) I oczywiście te zdjęcie to zaledwie 10 % tego co zrobiliśmy i przeżyliśmy. Poetyckie zakończenie :P

Brazylia – Paracuru Grudzień 2008

•Luty 18, 2009 • Dodaj komentarz

Wyjazd do Brazylii planowaliśmy już od 2 lat – za każdym razem jednak lecieliśmy filmować w inny rejon świata. Tym razem bilety zostały kupione już w sierpniu więc decyzja zapadła i 20 listopada wsiedliśmy do samolotu aby spędzić w Brasil miesiąc czasu. Razem z nami poleciał Lukasz Koński ze szkoły Board and Kite i Ewa Silska. W takim składzie mieszkaliśmy przez miesiąc w miasteczku Paracuru. Zdjęcia były robione przez Lukasza, Ewkę, Mlecznego, Wuja, Paulinę i mnie, dlatego jeśli chcecie znać autora konkretnego zdjęcia to piszcie na maila. Adres w dziale “O nas”.

Na wyjazd tradycyjnie zabraliśmy sprzęt filmowy i kręciliśmy kolejny materiał. Jednym z ważniejszych zadań było dogranie ujęć dla Blade Kites, z którym byliśmy ostatnio na Cyprze.

 

To nasza Pousada w której mieszkaliśmy razem z jej opiekunem Piotrem Sycem. W całym Paracuru nie znajdziecie lepszego miejsca, chillout o każdej godzinie.


A to Sycu i Tsunami – nasze równie urocze co oślinione zwierze domowe. Sycu prowadzi w Paracuru bazę kitesurfingową Vento Brasil na plaży w Quebra Mar. Najlepsze miejsce na kite w tej części Brazylii – są fale, jest płaska woda, nie ma rafy i do tego wieje równo, a o miejsce na wodzie nie trzeba rozpychać się łokciami.


Paracuru leży około 120 km od Fortalezy (lotnisko międzynarodowe) i jest dość osobliwym miasteczkiem. Życie w Paracuru zaczyna się rano około 6 i trwa do 10, po czym zamiera aż do zachodu słońca.

Papaje czekają na kupców

Poranki to prawdziwa orkiestra symfoniczna straganiarzy, sklepikarzy i handlarzy wszystkiego tego, co człowiekowi w tropiku niezbędne. Sznurek, sznurek z krabami, ryby z taczki, mięso z haka, kozy, owoce wszelkiej maści, klapki i kanapki – wszystko to rano dobiera się do klientów z każdej strony.

Świeże mięsko z rana
A to mięsko wieczorne

Handel żywym towarem – kurczaki, a niżej szczeniaki i króliki.

Targ zwierzęcy na skrzyżowaniu ulic przy szkole

Koza fajna, tylko pewnie śniegu nie lubi…

Krab-Man

A tak co dzień rano lodowe bloki z fabryki lodu wędrują do ryb na targowisku.

Po godzine 10 miasteczko zamiera i ulice pustoszeją. Na zdjęciu typowa firma w garażu przy domu.

I tak aby do wieczora.

Kotek też na coś czeka

Łódki czekają na jutrzejsze wyjście w morze

A banany wiszą i dojrzewają bo i tak nie mają do roboty nic innego

Tylko na plaży siostra zakopuje malucha w piasku i zabawa trwa w najlepsze.

Życie w Paracuru z punktu widzenia zasiedziałego turysty, który próbuje wczuć się w klimat miasteczka płynie powoli i spokojnie. Gorący klimat sprzyja luzowaniu się, bo słońce w ciągu dnia wysysa ze zbyt aktywnego człowieka całą energie którą powinien zatrzymać na wieczór – w końcu po zachodzie słońca otwierają się wszystkie knajpki i jadłodalnie, a rynek wypełnia się tłumem, który zmierza do zakończenia dnia powoli, w rytmie siorbania Caipirinhy z lodem przez cienką słomkę. I tylko nietoperze są pobudzone, bo one właśnie zaczynają swój nocny dzień śniadaniem z owadów które nie zauważyły, że dzień już się skończył i trzeba było pójść spać.

I tak dzień za dniem od 6 do 23, bo rano na surfing.

Cypr 2008 z Blade Kites

•Wrzesień 17, 2008 • 2 komentarzy

Cypr to miejscówka, która ma duży potencjał jeśli chodzi o kite. Byliśmy tam w połowie września i wszystkie plaże były puste! Jedynie w dni wolne takie jak sobota i niedziela przyjechało kilku lokalnych kitesurferów…. generalnie szok bo temperatura w dzień i w nocy nie spadała poniżej 28 stopni, a woda w morzu była jeszcze cieplejsza :)

Wiatr na Cyprze startuje zazwyczaj po godzinie 12 i wieje aż do zachodu słońca. Zdecydowanie najwięcej jest go latem, my też trafiliśmy całkiem nieźle, bo na 8 dni wyjazdu nie wiało w zasadzie tylko 1 dzień – i to też po naszej Greckiej stronie, statystyki po stronie Tureckiej ( na północ) pokazywały wiatr ok 30 węzłów przez cały tydzień …..

Jeden z ładniejszych spotów na których przyszło nam filmować … jak widzicie nie ma nikogo oprócz nas :)

Choć czasem można spotkać żółwia.

A tak wygląda ciąg dalszy plaży za górką widoczną na pierwszym zdjęciu. Ponoć jest tam zakaz pływania (znaku nie ma), bo jest to plaża przeznaczona do kąpieli dla turystów. Nas pogoniła policja, bo pływaliśmy jakieś 200m od brzegu na wysokości tej plaży, bo po policję zadzwonił stary i gruby anglik (jedyny osobnik na plaży), który w życiu by do naszego miejsca nie dopłynął, bo wcześniej dostałby zawału serca, a pozatym w 10 minut po telefonie na policję zmył się do domu. Bez komentarza.

A to widok z gorki w stronę plaży z pierwszego zdjęcia

I skok Mleczyka

Chłopaki gramolą się z powrotem ok 7m na górę. Gdy wieje, można z tej skałki skakać kiteloopaki z latawcem, bo wiatr jest w tym miejscu lekko od brzegu.

Yotam – jeden z chłopaków z teamu, 17 lat. Za niecały rok idzie do wojska na 3 lata – jak wszyscy jego koledzy w Izraelu. I wcale się tym bardzo nie przejmuje. W wolnej chwili poczytajcie historię Izraela – ciekawa sprawa.

fot. Sammy Ben-Ami

Robal.

A to pajączek z ogródka przy naszej willi z basenem. Brrrrrrr…..

Na Cyprze mieszkaliśmy w 10 osobowej, świetnie wyposażonej willi niedaleko miasteczka Pervolia.

Tu cała nasza banda ogląda zdjęcia zrobione przez Sammy’ego. fot. Sammy Ben-Ami

A to rolniczy klasyk

A to bardzo popularna forma baru przy autostradzie (instytucja sanepidu chyba nie istnieje). Jak by ktoś miał wątpliwości, to Cypr jest daleko w tyle za Polską jeśli chodzi o usługi różne. Na przykład stacjach benzynowych łatwiej kupić jakiś filtr do tira (których na cyprze prawie nie ma), niż coś do zjedzienia.

fot. Sammy Ben-Ami

Jeszcze jedno zdjęcie ze spotu – obok Mlecznego idzie Gorka – nurek, surfer i kitesurfer z Hiszpani, na codzień mieszka w camperze i podróżuje w poszukiwaniu fal. Na surfingu pływa od 8 roku życia, czyli już ponad 20 lat :)

A to ja idę w stronę oldskoolowego autobusu na naszym kolejnym spocie, gdzie takich autobusów było jeszcze kilka (w tym zamieszkane). Ten spot także był w całości nasz – płytka woda, brak ostrych kamieni i muszli w wodzie…. Cypr to kozak miejsce. Wyspa ma potencjał i jest jeszcze kitesurfingowo prawie zupełnie nie odkryta, a do tego tylko 3 godziny lotu z Polski !

Nobile Boat Trip 2009

•Sierpień 11, 2008 • Dodaj komentarz

Kilka zdjęć z naszej kolejnej filmowej wyprawy, tym razem do Egiptu na rejs po Morzu Czerwonym, gdzie filmowaliśmy zawodników i najnowszy sprzęt firmy Nobile na rok 2009.

Ganek przed naszym bungalowem…

Palma przed naszym gankiem…

I po sąsiedzku robal.

Całkiem miło mu z oczy patrzy :]

A to Sofia.

Lenistwo na łodzi…

I trochę pracy też.

fot. Flo

fot. Flo

Zodiakiem na brzeg /fot. Flo

Z brzegu też fajnie widać

Pod wodą spotkanie 3-go stopnia /fot. Flo

Mleczu filmuje /fot. Flo

A tu wiadomo :) Napisu nie trzeba.

Link do filmu w jakości HD: http://vimeo.com/3651408

Film na DVD został wydany w 15 numerze międzynarodowego magazynu Stance. Kliknij w baner na dole aby przejść do polskiej strony Stance’a.

Z Fordem w El Gounie marzec 2008

•Kwiecień 17, 2008 • Dodaj komentarz

Po raz kolejn mieliśmy okazję przebywać w El Gounie. Tym razem sprawcą całego zamieszania był Ford który jest organizatorem zaworów Ford kite Cup w Polsce – po raz kolejny zresztą. Ford na treningowy wyjazd do Egiptu zprosił 30 osób - dziennikarzy i VIP’ów oraz kilku zawodników. Moje zdjęcia to tylko kilka przebitek z El Gouny. Wkrótce pojawi sie duży wpis o Egipcie z poprzednich trzech wyjazdów i tam będzie dużo dużo więcej zdjeć z opisami.

Na dzień dobry widoczek z okna w moim pokoju o poranku

A to coś dla miłośników Gaudiego

Nasz 5 gwazdkowy hotem Movenpick.

A tu moje hotelowo-paleontologiczne odkrycie na posadzce.

Taką łódką można popłynąć na ryby, na rafę albo na Tawilę – genialną miejscówkę na kitesurfing!

Tawila – pusto, głęboko, bez muszlek i rafy na dnie +wiatr od brzegu i skoki z samej plaży. MEGA ! Warto było pojechać do Egiptu żeby tam popływać nawet jeden dzień !

Na 6 dni pobytu mieliśmy 3 dni pływania, czyli w sumie nieźle. Dwa dni wiało na prawdę elegancko mocno, czyli moja teoria że jak nie zabierzesz 5m do Egiptu to nie popływasz znowu się sprawdziła. Mimo braku 5m popływałam sobie na 7m Cabrinha Conver 2008, który okazał się całkiem posłusznym latawcem w tak silnym wiaterku.

Bazowe pieski czyli największe leniuchy świata.

Szefowa bazy, czyli Czika.

Relaks w bazie Red Sea Zone.

Zdjęcia z pływania znajdziecie na stronie Sieplywa (kliknij aby przejść do zdjęć Łukasza Nazdraczewa).

El Medano 2008

•Marzec 10, 2008 • Dodaj komentarz

Tym razem w El Medano spędziliśmy równo 3 tygodnie, przez które filmowaliśmy głównie Mika Blomvalla, zawodnika z czołówki Pucharu Świata PKRA. Oprócz tego jak zwykle zapuszczaliśmy się w najbliższą okolicę z aparatem szukając ciekawych kadrów do zdjęć.

 

dscf4498-custom.jpg

Nasz mały widoczek z balkonu na plaje w El Medano – z rana jak zwykle pusto…

dscf4363-custom.jpg

Panoramka miasta z wulkanu Montana Pelada

dscf4318-custom.jpg

El Medano było kiedyś małą rybacką wioską zasypaną piaskiem…potem stało się mekką surferów, następnie zbudowano kilka niefartownych hotei, które przesłoniły nieco wiatr ale i tak nadal przyjeżdza tu ogrom osób uprawiających sporty wodne …

dscf4491-custom.jpg

dscf4309-custom.jpg

Malunek na ścianie knajpki w mieście

dscf4395-custom.jpg

Chata pewnego surfera

dscf4652-custom.jpg

Uroki dnia codziennego

dscf4681-custom.jpg

dscf3935-custom.jpg

Pod tymi szarymi zadaszeniami kryją się uprawy bananów

dscf3928-custom.jpg

Playa la Tajita z Montana Roja – czyli waitr od brzegu, piasek prosto w oczy i tłumy
niemieckich wiekowych nudystów. Wrażliwym na piękno przyrody zdecydowanie nie
polecamy plaży z bliska :)

dscf3952-custom.jpg

To też Playa la Tajita tylko z szerszej perspektywy.

dscf4124-custom.jpg

Środek wyspy i całkiem spory park narodowy to wulkan Teide (zdjęcia z parku
nieco później). Teide jak widać przybrał całkiem zimową szatę i jest w posypany śniegiem. W europie nie ma innego miejsce gdzie można od 0 m npm. do 3718 m npm. dostać się w 2,5 godziny.

dscf4346-custom.jpg

dscf3927-custom.jpg

dscf3931-custom.jpg

W drodze na Montana Roja

dscf4007-custom.jpg

Nocna sesja foto roślinek przed naszym lokum

dscf4380-custom.jpg

Jak zwykle wszystko trzeba dotknąć i pomacać :)

 

dscf3986.jpg

Takie przemiłe zwierzaczki można spotkać dosłownie wszędzie – mieszkają zarówno w parkach narodowych, ogrodowych doniczkach a także pod lodówką w naszym apartamencie czekając na to co spadnie ze stołu…

dscf4389-custom.jpg

A tu złocista kolonia porostów

dscf4299-custom.jpg

A to nie mam pojęcia co to za potwór, ale całkiem sporo można ich na plaży wygrzebać między kamieniami.

dscf4511-custom.jpg

Szczypce, a gdzie reszta ?

dscf4736-custom.jpg

Cukierki miały wielu amatorów, których spora kolonia mieszkała w kuchennym kontakcie…

 

dscf4462-custom.jpg

Nogi w pracy…

dscf4434-custom.jpg

dscf4463-custom.jpg

Mleczny Szefuńcio

ok.jpg

Kadr z filmu

dscf4703-custom.jpg

Cel…pal :D

dscf4754-custom.jpg

Nasłuch podczas wywiadu

dscf4699-custom.jpg

:) Czyli w pracy dzień jak codzień.

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.