Egipt 2005-2007

Tak wygląda Egipt z samolotu. Można się przerazić.

A to typowa 100% pustynia.

Mój pierwszy wyjazd do Egiptu trwał 2,5 miesiąca. Mieszkałam w polskiej bazie kitesurfingowej Red Sea Zone.

W 2005 roku baza była w trakcie budowy. W Egipcie już kilkulenie dzieci pomagają dorosłym w pracy.

Psy w bazie są od zawsze. Na zdjęciu Chika i Miko. Pies w Egipcie nie cieszy się zbyt dużą popularnośą i najczęściej można jest spotkać na pustyni – są bardzo niebezpieczne, rzucają się na przejeżdzające samochody itp. Egipcjanie psów się boją, gdyż według legendy pies to jedyne stworzenie które odważyło się zrobić krzywdę Allachowi. Jesli wydaje się wam, że zamaist psów Egipcjanie uwielbiają koty, to się mylcie. Koty mają chyba jeszcze gorszy status niż psy.

Do Egitu na początku jeździiśmy popływać, dlatego że jest tam tanio i są dobe warunki wiatrowe.

Na zdjęciu ekipa z którą wyjazd do Egiptu zaowocował w niezapomniane chwile. Obsługa hotelowa z całą pewnością także zapamiętała nas na długo.

W głębinach Morza Czerwonego znajdują się jedne z najpiękniejszych raf koralowych na świecie. Fauna podwona wygląda tu zupełnie inaczej niż u nas i na dodatek jest trochę bardziej “kąśliwa”.

Aby zobaczyć rafe, najlepiej popłynąć łodzią na rafe.

Wynajęcie takiej łodzi to około 80 – 100 euro za dzień. Zmieści się tam nawet 15 osób.

Jachcik w porcie.

W cenie łodzi jest oczywiście sternik. Nasz jak widać był dość wyluzowany.

Pit stop na rafie.

Jakby co, to słońce na wodzie opala 2x mocniej

El Gouna to miasteczko zbudowane 17 lat temu na środku pustyni, oczywiście z grubą kase. Znajdują się tam tylko 4 i 5 gwazdkowe hotele, prywatne apartamenty i każdy zwykły arabski robtnik marzy aby tu pracować. Do miasta wjechać można jedną z dwóch bram, oczywiście obie strzeżone przez uzbrojonych po zęby wojskowych. Sprawdzają oni, czy aby ktoś nie wpróbuje wwieźc bomby pod podwoziem, albo w bagażniku samochodu. Turyście można wybrać się jedynie samochodem do Hurgady, piesze wcieczki za miasto całkowicie zabronione. Do okoła terenu miasta wykopany jest pokaźnej wielkości rów, a krajobraz pustynny gwarantuje, że potancjelnego wroga widać na kilometr. Życie w miasteczku toczy się leniwie i spokojnie.

Jeśli już dostaniecie się do miasta, to najtańszym środkiem transportu po El Gounie są Tok-Toki. Cena – ok. 2,5 zł za kurs w dowolne miejsce na terenie miasta z osobę. Ilość osób w środku to max 3, ale w skrajnych przypadkach zdarza się i 7.
W El Gounie jest Marina (w zasadzie to w przyszłym roku będą już 3 mariny). Obcnie buduje się Nowa marina, bo stara (ta na zdjęciu) nie mieści największych na świecie prywatnych łodzi motoowych jakimi dysponują Szejkowie świata Arabskiego i biedni muszą cumować na redzie.
Oprócz Mariny jest pole golfowe, gokarty, jada konna, oaza beduińska i wszystko inne czego spragniony turysta może potrzebować.
W mieście jest też mini-muzeum, wejście znajduje się na lewo od tych plastikowych sfinksów.

Osiołek.

Stoisko z przyprawami.






Fascynaci formy i kształtu znajdą w El Gunie wiele ciekawostek.

Restauracja Tamr Henna – lampa na lewo od stolika ….

….i lampa na prawo od stolika…






Jeśli będziecie mieli dość cukierkowej El Gouny, to koniecznie musicie jechać do Hurgady. Dojechać tam można wieloosobową wynajętą taksówką lub autobusem z lokalesami.

Tafiliśmy akurat na wybory prezydenckie. Prezydenta Egipcjanie nie zmienili, od 38 lat jest ten sam. Przynajmniej wiadomo czego się można po nim spodziewać.

Takie pokrowce na siedzenia biją rekordy popularnści.

Smart Payfone – spodobały się nam literki na przyciskach.

Centralna ulica miasta. Jest nawet KFC.

A to już ulica poboczna do głównej. Klimat trochę jak widać inny. Poniżej kilka zdjęć.

Sklep mięsny. Tuż za rogiem jest zagroda z jeszcze żywymi baranami.
]
Sklep z lampami.


Obuwniczy. Najlepsze buty wiszą zawsze na zderzaku.

Restauracja ze świeżym sokiem z trzciny curowej.


To tylko część zdjęć z Egiptu – nie moge wam pokazać wszystkiego, bo sami musicie tam pojechać i zobaczyć ten cały bajzel na własne oczy.



Dodaj komentarz