Snowkite Masters Col du Lautaret 2007

Wyjazd na SKM, cyzli największą zimową imprezę snowkite był zupełnym spontanem. Data samej imprezy też była dość oryginalna - ostatni tydzień grudnia przed świętami, czyli przy odpowiedniej dawce farta uda się wrócić na święta do domu. Polska ekipa która uderzyła na SKM to 7 osób, a dodając do tego naszych dwóch Czechów czyli Murpha i Tomasza było nas w sumie dziewięć, w tym trzech operatorów kamer, dwóch zawodników i czterech kibiców-freeriderów.
Opis naszej wyprawy znajduje się na Sieplywa: http://www.sieplywa.pl/nawypasie.php?id=93

W drodze mijaliśmy bardzo wiele różnych klasztorów (prawdopodobnie) i zameczków usadowniownych w naprawdę nietypowych miejscach.

Murph i Tomasz czyli 2ch Czechów jedzących kanapki

Mupry i Murphy’s Igloo Disco Club…LOL

Gdzieś we Włoskich Alpach. W drodze do Francji przejechaliśmy kolejno przez Polske, Czechy, Austrię, Niemcy, Szwajcarię, Włoch i wjechaliśmy do Francji. Nieźle co ?

Pierwszego dnia pogoda przywitała nas raczej pochmurna i smętna. Było bardzo zimno, na szczęście mieliśmy blisko nasz apartament i przewidując że nic się dziś nie wydarzy zawinęliśmy się do domu. Mieszkaliśmy kilka kilometrów od spotu, w La Grave. Sezon zaczynał się dopiero 23 grudnia, więc sklepy (w tym spożywcze) były otwarte dosłownie tylko kilka godzin dziennie i oczywiście wtedy akurat byliśmy zawsze na spocie. Wioska jest bardzo przytulna, położona dosłowie pod zielonkawo-błękitnym lodowcem. Ceny super wyposażonego apartamentu z kominkiem, sauną, zmywarką itd. bardzo przystępne 28zł za dobe 1os.

Na szczęście tylko pierwszy dzień był “nędzny”. Widoki w Alpach, gdy jest się tam pierwszy raz zimą, przy dobrej pogodzie są naprawdę niesamowite. Strasznie żałowaliśmy że nie mamy swojego samochodu i tygodnia czasu więcej na filmowanie i robienie zdjęć…



Spot w Col du Lautaret nie jest wcałe łatwy i zdecydowanie nie należy polecać go początkującym jako cudowne miejsce na naukę. W tym cudownym miejscu nawet najlepsi riderzy mieli problem z ogarnięciem się
Wjazd pod górkę możiwy tylko przy pomocy licznych kiteloopów, a całość przypomina wielki half-pipe.

Na górze jest lekkie wypłaszczenie, gdzie jazda jest łatwiejsza.

Gdy wdrapałam się “za górę” na spocie, okazało się że jest tam ukryty mały, wiejski cmentarzyk.


Przez cały nasz pobyt warunki na snowkite były raczej średnie, bo wiatr często zmieniał siłę i tak na prawdę zabrakło bardzo dobrego wiatru do rozegrania zawodów, mimo tego udało przeprowadzić się całkiem sporo heatów.

Murphy zdobył największy puchar na zawodach i przez następny tydzień nie wiedzieliśmy tak na prawdę za co

A tu jeden z odważniejszych lotików. Pierwszego dnia, w bardzo ciężkich warunkach jeden z lokalesów wjechał prawie kilometr na górę która króluje nad spotem i z tego “prawie” kilometra zfrunął sobie na dół. W trakcie lotu był jeden mrożący moment – gdy złożył mu się latawiec z powodu jakiegoś zaworowaia czy chwilowego braku wiatru. Wyglądało groźnie, ale po chwili znowu się otworzył. Tylko czy to jest snowkite czy raczej paralotiarstwo ?

Momentami robiło się dość gęsto na spocie.

A to jest Murphy. Coś mu chyba zaszkodziło.

No, teraz już wiecie co

Sprzęt zimą spisywał się nam na prawdę doskonale. Kamera nie zamarzała i pracowała jak normalnie, baterie trzymały dość długo, jedynie olej w głowicy od statywu jakby lekko zgęstniał i statyw działał czasem trochę ciężko



Przedostatni poranek w Serre Chevalie – na różowo.


Szybko jednak różowe kolory rozproszyły sie po śniegu i zrobiło się całkiem “normalnie” – niebieskie niebo i biały śnieg. Gdzieś tam za tą górą Mleczny właśnie poluje na “Kamzika” czyli kozicę, a Murph z Tomaszem kręcą materiał do programu TV. Ja tymczasem stoje przy samochodzie i lekko się nudze, więc ….

…więc zaczynam zrywać sople ze stopniałego śniegu przy drodze i zabijam czas robieniem im zdjęć



Grupowe z zawodów – no przecież musi być

Dodaj komentarz